czwartek, 30 czerwca 2011

2| Freddie

 "...nigdy nie dostrzegamy skarbów, które mamy przed oczyma. A wiesz, dlaczego tak się dzieje? Bo ludzie nie wierzą w skarby."


 Wczoraj był dla mnie dość dziwny dzień. Od rana wzięłam się za prześpiewanie 'Radio Ga Ga' i muszę przyznać, że nie było najgorzej, bo sądząc po nagraniu dałam radę. Ale i tak przepraszałam Freddiego, że nawet tam na górze musiał przeżywać katusze. Bo nikt mu nie dorówna - był jedyny i niepowtarzalny. Nagle, kiedy po raz czwarty, czy piąty, zaśpiewałam ten przepiękny utwór, łza spłynęła po moim policzku. Nie wiem czemu. Po prostu. Ale dalej postanowiłam posłuchać 'Love kills' i pod wpływem chwili kolejny raz przeczytałam krótką biografię tego wspaniałego muzyka, ale tym razem przeczytałam ją w całości. Przy ostatnich akapitach płakałam jak małe dziecko i nie potrafiłam się uspokoić. Zapuściłam 'Bohemian Rhapsody' i delektowałam się tym musicalem, który tworzył się w mojej głowie. I nagle przyszedł czas na 'The Show Must Go On' - utwór, który ma mi zagrać ktoś na fortepianie, kiedy umrę. Właściwie to raz płakałam na tej piosence, ale to było tak dawno temu, że zapomniałam i do wczoraj w głowie mi się nie mieściło jak można nad tym płakać. A jednak. Zaśpiewałam pierwszą zwrotkę i oglądając teledysk zapłakałam nad tym wszystkim. Może to dziecinne, ale takich ludzi jak Freddie już nie ma. Dlatego już teraz mówię, że jak ktoś z was nazwie go pedziem i jego osobę określi jakimiś niepochlebnymi przymiotnikami, to ma mieć pewność, że tego płazem nie popuszczę. Bo Mercury nie był tylko biseksualistą. Był przede wszystkim wspaniałym człowiekiem, który został obdarzony niewyobrażalnym talentem i charyzmą, a co zabawniejsze, nieśmiałością. Napisał wiele wspaniałych tekstów, melodii, grał na instrumentach i chronił swej prywatności do tego stopnia, że wiadomość o jego chorobie dostała się na światło dzienne dopiero dzień przed jego śmiercią. Ten człowiek jest moją inspiracją i wzorem do naśladowania.
 Nawet nie wiecie jaka jestem zdenerwowana faktem, że Freddie jest 18 na liście Stu najlepszych piosenkarzy wszech czasów. Może on byłby z tego dumny, ale dla mnie jest numerem 1.
___________

 A teraz coś mniej sentymentalnego. Pogoda wreszcie się poprawia. Z mamą nie jest tak źle i praktycznie głowę zaprząta mi fakt, że Scooby ostatnio coraz częściej sika. Podejrzewamy problemy z pęcherzem, ale może wszystko się unormuje. Ma tydzień, inaczej idziemy do weterynarza.
 Poczuliście się kiedyś wystawieni? Ja z tym uczuciem nie miałam nic wspólnego aż do dnia dzisiejszego. Miałam się wczoraj spotkać z Alą u niej w domu. Wszystko pięknie, ładnie - ubrałam się porządniej, wyszłam z domu i idę. Nienawidzę dzwonić do jej drzwi, więc napisałam sms'a, że będę za 5 minut, na co zadzwoniła, że dziś nie może! Podobno napisała wiadomość na gg, więc zawracam i zapewniając ją, że nic się nie stało kieruję się do domu. Od razu włączyłam komputer i wiadomość była. Niby musiała pomóc mamie w sprzątaniu. Przyznaję - uwierzyłam, ale dziś doznałam szoku. Na swoim photoblogu Sylwia podziękowała Ali za wczorajszy wypad nad jezioro. Wkur-----e mnie zalało! Ale mądry Polak po szkodzie - nie dam się tak wyrolować.

 Ok, pomyślałam, że fajnym pomysłem będzie wstawianie moich zdjęć oddających nieco z mojej rzeczywistości. W ten sposób możecie poczuć trochę mojej osobowości, a i lektura będzie nieco urozmaicona ;)
Mój Scooby. Nie dałam mu dzisiaj żyć, ale dość spokojnie przeszedł swoja sesję zdjęciową ;)

Pierwsza, którą w tym tygodniu przeczytałam. Wypożyczona tylko dlatego, że przeczytałam kilka części z tej serii.
Niezła, ale czytałam lepsze książki. Dzisiaj skończona, ponieważ początek mnie nudził i nie mogłam przez niego przebrnąć.
W tej chwili jestem w 4 rozdziale, ale zapowiada się obiecująco. Opowieść z perspektywy ojca.
 A dla zainteresowanych: mój blog o BTR - http://bigtimerush-pl.blogspot.com. Zapraszam serdecznie - może komuś się spodoba ;)

PS
Wiem, że ostatnio coś było ustawione z komentarzami, że tylko zalogowani na blogspocie mogą komentować - już wszystko jest ok i możecie normalnie komentować ;)

wtorek, 28 czerwca 2011

1| Przeprowadzka

 Nie, nie, nie. Nie mogę dobrać żadnych słów. Zero. Nie lubię pierwszych notek, a przecież ta taka jest - w końcu nowe miejsce, nowe słowa, nowe przemyślenia. To jak z pierwszą nocą w nowym domu - trzeba ją przeżyć. A właściwie jest to przeprowadzka - mimo, że blog nadal nosi nazwę 'rockerfirefly', to już jednak domena się zmieniła. Onecie - wybacz.
 Czemu? Właściwie sama nie wiem. Pewnie dlatego, że nie chciało mi się znów grzebać na tamtym. Tu jest wszystko łatwiejsze, czytelniejsze. No i po prostu - zmiany są ok. Lubię zmieniać swoje otoczenie i w końcu na bloga też przyszła kolej. Taka kolej rzeczy.
 Ale dość już o przeprowadzce. W końcu mamy wakacje, prawda? Ale nie rozumiem jednego - zawsze się na nie cieszyłam, od wyjścia za próg szkoły czułam wolność i swobodę, którą musiałam zamykać na 10 miesięcy. A teraz? Dopiero dzisiaj, leżąc na słońcu, zaczęłam to czuć. Czy to nie zabawne - dzięki znienawidzonemu przez lata opalaniu, poczułam to, na co czekałam prawie rok.
 Właściwie największym osiągnięciem przez te kilka dni lata, była wycieczka rowerowa w dniu zakończenia roku szkolnego. Razem z Marysią, moją koleżanką, pojechałyśmy do centrum handlowego w naszym mieście. W mniej niż dwie godziny zdążyłyśmy dojechać i wrócić. Nie, nie robiłyśmy zakupów - nie miałam przy sobie pieniędzy, a zresztą gdzie zostawiłabym rower? Aaaa! Jeszcze byłam z mamą w jakieś wsi, gdzie prawie się zgubiłyśmy. Liczy się?
 Ale właściwie to nie nie robię. Dopiero w poniedziałek byłam w bibliotece i wypożyczyłam trzy książki. Jedna już przeczytana, druga jakoś mi nie wchodzi. A w przerwach pomiędzy czytaniem, surfowaniem w sieci i ogólnym obijaniu, rozwiązuję krzyżówki i kłócę się z mamą - norma.
 Ok, przepraszam. Przepraszam, że męczę was głupotami, ale mózg został przygrzany (nie opalajcie się w samo południe, naprawdę tak będzie dla was lepiej), nuda jeszcze go okupuje i dziwne twory powstają w mej głowie. Następnym razem się poprawię ;)